VIII Półmaraton Iławski – wnioski

3 listopada 2018 | Bieganie, Moje wyniki, Team Kopeć, Termomodernizacje | Komentarze: 0

VIII Iławski Półmaraton La Rive.

W Iławie odbył się kolejny półmaraton, była to już ósma edycja najbardziej rozpoznawalnej imprezy biegowej w naszym mieście.

Był to dopiero mój drugi start w domowym biegu, do tego drugi zakończony życiówką.

W 2015r. bieg ukończyłem z czasem 1:26:31, obecnie w 2018r. po trzyletniej przerwie w bieganiu półmaratonu zrobiłem wynik 1:25:19.

Wspominając czasy, gdy grałem w piłkę nożną, pamiętam, że chciałem wystartować już w I edycji tego biegu w 2011r., w butach do gry w halową piłkę nożną, kto wtedy myślał o butach biegowych, zegarku do biegania z pulsometrem, wtedy zabrakło determinacji i fantazji.

Na debiut musiałem czekać, aż do 2015r., gdyż przez przez 4 lata mierzyłem się z ciężkimi kontuzjami kolana. Teraz w 2018r. wystartowałem dopiero po raz drugi po trzyletniej przerwie, także z powodu kontuzji.

Dla mnie rok 2018 to mozolny powrót do treningów, robiłem treningi według własnych pomysłów, już nie trenowałem z Wojtkiem Kopeć z powodu moich kontuzji, nie miało to sensu, jedynie konsultowałem z nim ewentualne błędy w moim planie treningowym i wprowadzaliśmy korekty. Nie byłem w stanie regularnie trenować z dużym obciążeniem.

Chcę uwypuklić oraz krótko opisać drobne sprawy, które uważam miały wpływ na mój start w Iławie i końcowy wynik.

Wynik, który był lepszy niż można było przypuszczać oraz moje powolne dochodzenia do formy startowej na Półmaraton w Iławie, dzięki czemu byłem drugim najlepszym zawodnikiem z Iławy na podium, zaraz po Adrianie Przybyle i przed Przemkiem Belką.


Moje etapy powrotu do biegania – obiecany wpis.


1. Głowa chce, ciało nie nadąża.

Początek roku to pasmo wzlotów i upadków, szedłem na trening, chciałem jak najszybciej wrócić do rytmu treningowego i … no właśnie nic z tego nie wychodziło. Ciągle było za mocno, za długo, za daleko, za szybko.

Po treningu, przez kilka kolejnych dni, nawet kilkanaście nie byłem w stanie wyjść ponownie trenować, tylko czekałem, kiedy znowu przestanie boleć kolano. Po kilku takich samych błędach, moja żona poprosiła, żebym zaczął chodzić na trening i nie robił więcej niż obecnie jestem w stanie, żebym nie trenował za mocno. Ustaliliśmy, że idę na trening, ale robię tylko tyle, żebym na drugi dzień mógł normalnie chodzić bez bólu i znowu pójść na trening itd, itd. Jeździłem rowerem, biegałem po boisku po trawie.

2. Sukcesywnie do przodu .

Zmiana podejścia do treningu, zdała egzamin. Z dnia na dzień forma rosła, czasem coś bolało, ale to już nie był problem.

3. Dodatkowe ćwiczenia.

Dołożyłem kilka ćwiczeń siłowych bez obciążenia, głównie przysiady w kilku wariantach. Te ćwiczenia czuć było w czwórkach, dzięki czemu moje kolana nie bolały z powodu obciążeń treningów biegowych.

4. Odżywianie,

To dzięki mojej żonie, zacząłem odżywiać się normalnie. Rano obowiązkowo śniadanie, drugie śniadanie, obiad, kolacja. Czasem przez kilka miesięcy zero słodyczy, napojów gazowanych. Staram się kupować i spożywać zdrowe, urozamaicone jedzenie, czytam etykiety. Dobre i zdrowe jedzenie to klucz do dobrej formy.

Ciekawostka. Przeczytajcie co jest w supermarketach w słodyczach dla dzieci (najczęściej przy kasie). Odkładam te produkty z pogardą i myślę jak te wielkie koncerny mogą to produkować, a my dajemy to dzieciom do jedzenia.

5. Napoje gazowane.

Od picia pewnego ciemnego napoju gazowanego, który zazwyczaj reklamuje się w czasie Świąt Bożego Narodzenia, odzwyczajałem się kilka miesięcy, najpierw kolega Andrzej przekonywał mnie, że to niezdrowe, tylko bez rezultatu. Dopiero moja żona przekonała mnie, żebym odłożył picie tego świństwa. Przez miesiąc mijało mi uzależnienie od tego napoju, ale powiem Wam, że się da i jestem z tego powodu szczęśliwy. Nie piję tego napoju, który jako jeden z nielicznych nie ma składu na opakowaniu.

6. Multisport.

Lubię jeździć rowerem. Dzięki temu powrót do biegania był możliwy, wzmacniałem mięśnie nóg i poprawiałem wydolność (uważam, że tak jest, gdyż widzę po sobie). Niektórzy mówią, że to nie ma nic wspólnego ze sobą, znaczy rower i bieganie, ja uważam, że ma i to bardzo dużo. Jak nie mogłem trenować, to dużo czasu spędzałem na rowerze i wtedy po kilku tygodniach mogłem swobodnie biegać, bez bólu. Obecnie próbuję nauczyć się pływać, ale totalnie mi to nie idzie, zaczynam od zera, gdyż mimo 40 lat nie miałem okazji nauczyć się pływać. Co do pływania i biegania to mam mieszane uczucia, gdyż po basenie jestem naprawdę zmęczony i długo się to utrzymuje, koliduje mi to z bieganiem.

7. BCAA.

Jest to najpopularniejszy suplement z aminokwasami, zawiera aminokwasy o łańcuchach rozgałęzionych, cokolwiek to znaczy. Korzystam z tego suplementu po ciężkich treningach, nie piję przed treningiem, tak sobie wymyśliłem. Podobnie jak nie korzystam z żeli energetycznych w czasie treningów, uważam, że biorąc żel w czasie treningu rozleniwiamy swój organizm, tak po prostu. Dlatego żel sprawdzony używam tylko na zawodach. Wracając do BCAA, widzę po sobie, ze regularne zażywanie tego suplementu ma pozytywny wpływ na moją wydolność, siłę i dobrą formę.

8. Sok z czerwonych buraków.

Dzięki zawartych w nim azotanach wzrasta moja wydolność i siła. Zauważyłem, że najlepiej działa na mnie, gdy piję go wieczorem, a trening lub start mam na drugi dzień. Wypicie przed wysiłkiem nic mi dawało, poza czerwonym moczem. Pijąc sok wieczorem, rano nie ma zabarwienia moczu na czerwono, wydaje się, że jego wchłanialność jest większa. Do tego efekt jest pozytywny. Wypijam małą butelkę soku wieczorem co 2-4 dni. Żeby nie przedobrzyć.

9. Motywacja.

Praktycznie trzy lata nie starowałem w półmaratonie, więc motywację do startu w 2018 r., miałem potrójną. Dodatkowo założyłem się z Wojtkiem Kopeć, o to czy poprawię życiówkę, ja że TAK, Wojtek, że NIE.

10. Wiara i mocna głowa.

Przed startem chciałem być jak najbliżej moich kolegów z Iławy, którzy regularnie trenują. Chciałem wypaść jak najlepiej i za bardzo od nich nie odstawać.

Jednak bieg już od początku ułożył się na tyle dobrze, że do 10 km miałem w zasięgu wszystkich znanych mi zawodników z Iławy i okolic. Przede mną był już tylko Sławek Adamusiak i nieznany mi jeszcze Iławiak Adrian Przybyła z Team Kopeć. Na 6 km wyprzedziłem mojego kolegę Rafała Szczecinę, z którym rywalizuję praktycznie od początku mojej przygody z iławskim bieganiem (tak Rafał przynajmniej ja tak mam i cieszy mnie ta rywalizacja).

Na 10 km miałem międzyczas 40:02, gdzie zaledwie trzy tygodnie wcześniej na 8. Lubawskiej dyszce miałem czas na mecie na 10 km 40:34 !!!, a tu nagle w połowie dystansu sporo szybciej.

Praktycznie po 11-12 km mogłem się już zatrzymać, gdyż nie miałem siły lecieć dalej takim tempem. Na szczęście w swojej głowie ułożyłem mantrę, która sprawiła, że nie myślałem o tym , że nie mogę, tylko o tym, żeby biec do końca i skończyć to co zacząłem. Nie chciałem się po prostu poddać i zwolnić lub zatrzymać, byłaby to moja porażka. To głównie wiara i mocna głowa, sprawiły, że dałem radę kontynuować ten bieg.

11. Support. Ze szczególnym podziękowaniem dla Krzysztofa i Piotra.

Wsparcie innych zawodników.

Po raz pierwszy od dawna udało mi się złapać dobrej grupy, z którą mogłem biec swoim tempem. Praktycznie przez cały bieg leciałem z Krzysztofem z Gdyni (nr 462), któremu serdecznie dziękuję za wsparcie. Z czystym sumieniem odwdzięczyłem się na 1km przed metą, gdzie nie zostawiłem go gdy osłabł, tylko pomogłem mu dobiec do mety w dobrym tempie. Wcześniej te ostatnie kilka kilometrów biegliśmy razem w trójkę z Piotrem z Gdyni (nr 88), który był mocniejszy i na końcówce wyprzedził nas o kilkanaście sekund.


Podsumowanie.

Uważam, że elementy, które opisałem złożyły się na mój dobry występ w Iławie, mimo ciężkiej pracy w ciągu dwóch tygodni przed starem od rana do wieczora.

Jakość treningów i ich ilość nie dawała szans na dobry start, zresztą świadczy o tym, zakład z Wojtkiem, który nie wróżył nic dobrego.

Link do wyników: link

Dziękuję mojej żonie za wsparcie i cierpliwość.

 


Od siebie dodam, że jeśli ten wpis sprawi, że ktoś z Was znalazł tu coś dla siebie, że to się sprawdzi w Waszym przypadku, nawet pojedynczy punkt, to bardzo się z tego cieszę.


Na koniec dla wytrwałych w czytaniu wstawiam kilka zdjęć udostępnionych mi przez Michała Złotowskiego, który robi geniealne fotografie.

Żródło: https://www.facebook.com/MichalZlotowskiPhotography

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *